3.10.2014

18. "Nobody sees, nobody knows. We are the secret, can't be exposed..."

- POV Rossa -

Siedziałem na sofie w swoim domu. Wszyscy patrzyli na mnie z niedowierzaniem. Nie wiedzieli, co mają robić, co powiedzieć. Sam tego nie wiedziałem. Gdyby nie Carrie, nie byłoby mnie tutaj. Niezręczna cisza i wzajemne spojrzenia zaczęły mi coraz bardziej dokuczać. Wstałem.
- Przepraszam. To był moment. Furia... ja... nie mogę...
Już byłem w stanie powiedzieć im wszystko. WSZYSTKO. Każde kłamstwo, każdy jeden jebany sekret. O umowie, która łączy mnie z Jakiem. Ale to tylko sprowadzi na nich więcej problemów. Jake nie odpuści...
- Ross, nie tłumacz się. Nie potrzebujemy wiedzieć dlaczego. Obiecaj nam tylko, że to już nigdy nie będzie miało miejsca coś takiego. Nie chcemy, by to się skończyło dla ciebie źle. A tym samym dla innych... - przerwała mi mama.
Do salonu weszła Rydel z Rikerem. Brat spojrzał na mnie.
- Przepraszam, że cię wrobiłem. Nie powinienem... Zaufałeś mi, a ja cię zawiodłem. Jesteśmy rodziną i powinniśmy trzymać się razem.
- Jest okay. Serio. Sam na twoim miejscu pewnie zrobiłbym to samo. Mieszkanie z bratem-kryminalistą musi być trudne...
Riker tylko spojrzał na mnie z żalem. Nic nie powiedział. Podszedłem bliżej brata i rozłożyłem ramiona.
- Chodź tu.
Blondyn się przybliżył i się przytuliliśmy. Po chwili dołączyła do nas Rydel, Stormie i Mark.
- No dobrze - przerwał po chwili Rocky- Mamy gościa.
Po chwili w salonie stanęła Carrie. Dziewczyna się szeroko uśmiechnęła. Szczerze wątpiłem, że po tym jak wczoraj się pokłóciliśmy tuż po tym, jak ją odwiozłem, że jeszcze ją zobaczę. Wszystko co powiedziała, brzmiało prawdziwie. Wpatrywałem się w nią, jakbym zobaczył anioła. Wyglądała na szczęśliwą. Podszedłem do niej i ją objąłem.
- Co ty tu robisz?
- Puść mnie! Nie mogę oddychać - zaśmiała się.
Jej śmiech. Mógłby uleczyć nawet śmiertelnie chorą osobę. Wszystko co robiła było idealne. Ta dziewczyna była idealna. Niesamowite, że po tak długim czasie nadal ją kocham. Zrobiłem jak prosiła.
- Myślałam, że może pójdziemy się przejść.
- A może poserfujemy?
Brunetka pokiwała głową na boki.
- Nie umiem.
- Nauczę cię.
- Nie Ross, serio nie chcę. Możemy pójść na deskorolki.
- Okay. Jak wolisz. Daj mi chwilkę.
Dziewczyna pokiwała głową. Podeszła do niej Rydel.
- Dam ci swoją deskę.
Blondynka złapała Carrie za rękę i zaprowadziła do siebie. Odwróciłem się do reszty. Mark spojrzał na mnie.
- Masz szlaban. Teraz będziemy cię bardziej pilnować. Koniec z imprezami, alkoholem i narkotykami. I zakaz spotykania się z tymi twoimi koleżkami, jasne? Jak gdzieś wychodzisz, to z kimś z rodziny lub osobami, które dobrze znamy. I nie ma wychodzenia po 21.
Pokiwałem głową na znak porozumienia. Mama się uśmiechnęła.
- Dobrze, że już jesteś.
Odwzajemniłem uśmiech. Zacząłem wędrówkę w stronę schodów. Rocky klepnął mnie w ramię, gdy koło mnie przechodził.
- Tylko nie naciskaj na Carrie. Możesz być nieźle zaskoczony.
Podniosłem brew i spojrzałem pytająco na brata.
- Huh?
- Carrie sama mu powie, jeśli będzie chciała - wtrącił się Ryland
Rocky pokiwał głową.
- Ma rację. Jak chcesz coś wiedzieć, to gadaj z nią.
Poszedłem do łazienki się odświeżyć. Po jakimś czasie zszedłem na dół. Carrie już na mnie czekała.
- Idziemy?
- Tak.

Po jakimś czasie siedzieliśmy razem w samochodzie. Do Carrie kilka razy dzwonił telefon, ale za każdym razem odrzucała połączenie. Zerknąłem na dziewczynę.
- Nie odbierzesz?
- Nie znam numeru. - w jej głosie było słychać niepewność
- Rocky mówił, że masz jakiś sekret. O to chodzi?
- Co? Nie. To nic takiego, serio.
- Na pewno? - podniosłem brew
Carrie odetchnęła.
- Czy to ważne? Ty mi nie mówisz połowy rzeczy, więc daj mi spokój!
Reszta drogi do Westchester Skate Plaza minęła w ciszy.

Wyszliśmy z auta. Podałem Carrie deskę i wziąłem swoją.
- Wyścig wokół parku? - zaproponowała dziewczyna
- Wiesz, że nie wygrasz. - zacząłem się z nią drażnić
- Udowodnić ci, że jestem niezła?
- Oh Carrie, nie musisz mi nic udowadniać. To widać.
Dziewczyna przewróciła oczami.
- Chodź już.
Zaczęliśmy jeździć spokojnie po parku.
- Idę na rampy. - zadeklarowała po chwili
- Nie boisz się?
- Ross, nieraz już jeździłam.
- Nie wątpię, ale zauważyłem, że jesteś dzisiaj trochę rozdrażniona. Serio, możesz mi powiedzieć, o co chodzi.
- Nie mogę. Jeśli nie masz nic przeciwko, chce pobyć trochę sama. Ale tylko chwilę.
- Nie ma sprawy. Jakby co, jestem tu.
Oparłem się o murek. Dziewczyna pokiwała głową i odjechała w stronę rampy. Przyglądałem się jej, jak wykonuje niektóre sztuczki. Była niezła. Gdy ją zobaczyłem pierwszy raz, nie spodziewałbym się, że jest taka. Wielu rzeczy się nie spodziewałem. Czasem mam wrażenie, że ona zaskakuje mnie bardziej, niż ja ją. A jednak moja historia należy w sumie do tych ciekawych. Trochę jak z filmów akcji... Nagle zauważyłem jak Carrie upada. Pobiegłem szybko w stronę dziewczyny.
- Ej! Wszytko dobrze?! - schyliłem się nad nią
- Tak, próbowałam zrobić coś nowego, ale nie wyszło. - zaśmiała się
- Mogłaś zrobić sobie krzywdę. Nie strasz mnie tak.
- Ale nic się nie stało. Nawet nie mam zadrapań, spokojnie.
- Co się dzieje? Jesteś rozkojarzona, wiem, że chcesz mi coś powiedzieć.

- POV Carrie -

Spojrzałam na Rossa smutnymi oczami. Nie mogłam mu powiedzieć. Chciałam, ale tu też liczyło się dobro Camerona. Nie mogę ryzykować. Chociaż raz kozie śmierć... Po prostu to powiem. A to co zrobi Ross, to już jego sprawa.
- Ross, ja...
Chłopak pochylił się nade mną trochę bardziej. Jego usta spoczęły na moich. Poczułam się... dobrze. I jakby wszystkie problemy odeszły. Nie wiem, o co chodzi, ale było mi dobrze. Mimo to, że znów oszukuję, jestem szczęśliwa. Odsunęłam się kawałek.
- Chodźmy do mnie. Nie widziałeś jeszcze mojego nowego domu od środka.
- Chętnie.

Ross zaparkował samochód w garażu. Nikogo nie było, gdy przyjechaliśmy. Otworzyłam drzwi od domu i weszliśmy do środka. Chłopak się rozejrzał.
- Już rozumiem ten zachwyt Rydel.
Zaśmiałam się.
- Dalej jest kuchnia i gabinet wujka. U góry sypialnie Emmy i Zayna, pokój Eliota i mój. Chodź pokaże ci.
Pociągnęłam blondyna za rękę i wbiegliśmy razem po schodach. Stanęliśmy przed drzwiami do mojego małego "raju". Nacisnęłam na klamkę i powoli otworzyłam drzwi. Weszliśmy do środka. Spojrzałam na Rossa, który uważnie obserwował mój pokój. Po chwili nasze spojrzenia się spotkały. Delikatnie się uśmiechnęłam i spuściłam wzrok. Ross się ostrożnie do mnie przybliżył i położył rękę na wgłębieniu nad moim biodrem i przysunął mnie bliżej siebie. Drugą ręką uniósł mój podbródek. Spojrzałam mu w oczy. Chłopak przybliżył swoje usta do moich. Rozchyliłam wargi. Ross się jednak kawałek odsunął. Zmarszczyłam brwi i zrobiłam krok w jego stronę, Wplątałam rękę w jego włosy i go pocałowałam. Poczułam, jak jego dłoń delikatnie przesuwa się po moich plecach. Zrobiłam jeszcze jeden krok bliżej. Zaczęliśmy się całować. Z początku był to czuły i delikatny pocałunek. Po chwili jednak przemienił się w coś prawie brutalnego. Odchyliłam swoje ciało do tyłu.
- Ross. - wyszeptałam.
Blondyn ciągle mnie całował. Nagle jego ręka powędrowała pod moją bluzkę.
- Ross...
Po chwili chłopak próbował zdjąć ją ze mnie. Odepchnęłam go do tyłu.
- Ross, ja nie mogę. Przepraszam.
Blondyn spuścił głowę.
- To ja przepraszam.
Położyłam rękę na ustach. Ross spojrzał na mnie.
- Masz już kogoś, prawda? To pewnie chciałaś mi powiedzieć.
- Co?! Nie! Przecież bym ci powiedziała.
Nawet nie wiem czemu go okłamałam. Chyba jednak bałam się jego reakcji. Tego co mógłby zrobić Cameronowi lub mi.
- Ja już pójdę...
- Tak...
Ross opuścił mój pokój. Oparłam się o ścianę i spojrzałam przed siebie.
- Cholera jasna!
Nie rozumiałam tego, w co gram. Przecież kocham Cam'a nad życie. To on tu był, gdy potrzebowałam pomocy. A ja mu się tak odwdzięczam?! Chyba powinnam powiedzieć mu prawdę. On nie zasługuje na to, by być okłamywany...

_____________________________________________________

Się porobiło... Co zrobi Carrie i czy dokona w końcu odpowiedniego wyboru? Okaże się już niedługo. Przepraszam, że znów musieliście czekać na rozdział, ale choroba i szkoła to niezbyt fajna mieszanka. Chciałabym wam to jakoś wynagrodzić, nie wiem, czy to dobry sposób, więc się przekonajmy :) Zapraszam tu >>> KLIK <<<
 Piszcie, co sądzicie i jak wam się podoba :)

Do poprzedniego rozdziału zapomniałam dodać zdjęcie sukienki, którą Carrie miała na bal, so here it is

Mam nadzieję, że ten rozdział się wam spodobał :) Był niesprawdzany, więc przepraszam za błędy. 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ 

ZAPRASZAM NA NOWE FF :)

Carrie xoxo

12.09.2014

17. "We don’t have to be ordinary, make your best mistakes. Cause we don’t have the time to be sorry, so baby be the life of the party"


 - POV Carrie -

Minęło pół roku. W moim życiu nie zmieniło się dużo. Jedynie przyzwyczaiłam się do sytuacji. Pogodziłam się z tym, że Ross nie wróci. Z dnia na dzień coraz bardziej kochałam Cameron'a. To on był tym, kogo potrzebowałam. Dowiedziałam się o co chodzi z Benjaminem. Teraz wszystko nabrało sens. Ross nie kłamał. Nie był ojcem tego dziecka. Katie przestała chodzić do szkoły. Po trochu z mojej winy, ponieważ zepsułam jej reputację, mówiąc innym w co wpadła. Nie chciałam jej aż tak ranić, bo w sumie ona mi nic nigdy nie zrobiła, ale ja tylko chciałam pomóc przyjacielowi. Zbliżał się koniec roku szkolnego a co się z tym wiąże: bal! Postanowiłam, że pójdę na niego sama. Cam zapraszał mnie na bal organizowany w jego szkole, ale wolę pójść tam, gdzie znam ludzi i nie będę wzbudzać większego zainteresowania.

W poniedziałek po szkole umówiłam się z Rydel w centrum handlowym w celu poszukania jakiejś sukienki. Dziewczyna namówiła mnie na wybór sukienki za kolana bym się wyróżniała, bo z doświadczenia wie, że dziewczyny raczej wkładają na takie okazje coś krótszego. Wybranie idealnego koloru okazało się trudne. Kiedy uparłam się na czarną, Delly twierdziła, że wyglądam jakbym szła na pogrzeb. Z kolei to co ona dla mnie wybierała, wydawało mi się zbyt odważne. Już chciałam opuścić sklep, kiedy zobaczyłam piękną jasnoróżową sukienkę z czarnym gorsetem. Podeszłam do ekspedientki, która trzymała ją w ręku.
- Przepraszam, czy mogę ją przymierzyć?
Rydel stanęła obok mnie. Ekspedientka podała mi sukienkę.
- Przed chwilą przyszła do sklepu. Perełka, nigdzie nie ma takiej samej.
Uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że ona będzie moja. Poszłam do przebieralni. Po chwili pokazałam się Rydel i ekspedientce. Delly otworzyła usta z zachwytu,
- Wyglądasz jak księżniczka! Powinnaś ją kupić.
- No nie wiem. Nie sądzisz, że za bardzo odsłania mi biust?- próbowałam naciągnąć materiał bardziej na piersi
- Carrie, masz świetną figurę. Od czasu do czasu możesz pokazać trochę więcej. Poza tym spójrz na siebie!
Dziewczyna wstała i odwróciła mnie w stronę lustra. Miała rację. Wyglądam jak księżniczka. Tak samo się czułam.
- Kupie ją. Ale jeśli coś będzie nie tak, to pamiętaj, że to twoja wina- zaśmiałam się, spojrzałam na ekspedientkę - Chyba się zdecydowałam.
- Jest dosyć droga.
Spojrzałam na metkę. Racja, 1 700$ to nie mało. Wróciłam do przymierzalni i włożyłam normalne ciuchy. Wyciągnęłam z torebki kopertkę z pieniędzmi od mamy. Chciała, bym dobrze gospodarowała pieniędzmi. Zakup tej sukienki nie wydawał mi się głupim pomysłem. Poza tym zawsze potem mogę ją odsprzedać. Wyszłam z kabiny.
- Biorę ją. Jestem pewna.
Sprzedawczyni wzięła ode mnie sukienkę i podeszła do kasy. Spakowała ją do wielkiego pudła. Zapłaciłam i odebrałam od kobiety zakup.

Opuściłyśmy sklep i poszłyśmy z Rydel do kawiarni. Zamówiłyśmy po kawie.
- Mam buty, które będą pasować.
Uśmiechnęłam się.
- Nie mogę się doczekać! Ten dzień będzie perfekcyjny, czuję to.
- Teraz pytaj mojego brata, czy cię zawiezie.
- Byłoby świetnie, gdyby Rik został moim kierowcom, ale wyobraź sobie bandę dziewczyn oblegających jego samochód. Ross tez miała na początku z tym problem.- zaśmiałam się
Rydel za to spochmurniała.
- Ciekawe co robi... Gdzie jest, czy ma problemy...
Poklepałam przyjaciółkę po ramieniu.
- Ross na pewno sobie radzi,
- Pewnie tak...
Uśmiechnęłam się do blondynki.
- Zostaniesz moją stylistką w piątek?
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
- Z wielką przyjemnością.

***

Ten tydzień strasznie mi się dłużył, ale w końcu mamy tak długo wyczekiwany PIĄTEK!!!
Zaraz po szkole wróciłam do domu, gdzie już czekała na mnie Rydel z Riker'em. Odświeżyłam się. Rydel zrobiła mi makijaż. Użyła szarych, mocnych cieni z odrobiną brokatu. Poprawiła powieki eye linerem. Maskara, róż, błyszczyk. Tyle. Potem ciocia jako profesjonalna fryzjerka zajęła się moimi włosami. Zrobiła mi loki, poszczególne pasma upięła z tyłu. Byłam prawie gotowa. Włożyłam sukienkę. Na szyję założyłam łańcuszek od Ross'a. Rydel dała mi swoje czarne szpilki. Spojrzałam w lustro. Pokiwałam głową z niedowierzaniem. To nie ja. Dziewczyna w lustrze była tysiąc razy piękniejsza i gustowniejsza. To nie ta sama Carrie Benson, co kiedyś. Powoli zeszła po schodach. Teraz widzieli mnie też inni. Wszystkim w domu odebrało mowę.

Riker zawiózł mnie moim kabrioletem pod szkołę. Stanęłam na parkingu. Rozglądałam się w nadziei, że zobaczę gdzieś Mell i Lenę. Wyciągnęłam z kopertówki telefon. Zadzwoniłam do dziewczyn. Czekały na mnie niedaleko głównego wejścia. Po chwili do nich doszłam i razem weszłyśmy na salę gimnastyczną, która tym razem totalnie nie przypominała miejsca, w którym uczniowie zmuszani są do uprawiania sportu. Była wspaniała zabawa, pyszne przekąski i napoje, świetny wystrój i muzyka. Wtedy włączyli balladę. Do Mell podszedł jakiś chłopak, do Leny- jej kuzyn. Rozejrzałam się w nadziei, że i dla mnie znajdzie się partner. Niestety nie spotkał mnie ten zaszczyt.

Wyszłam na taras. Spojrzałam w ciemne już niebo, na którym migotały gwiazdy. Niedaleko mnie stały dwie zakochane osoby, trochę dalej grupka starszych chłopaków. Oparłam się dłońmi o murek. Żałuję, że nie poszłam z Cam'em. Byłaby o niebo lepsza zabawa. Chwilę tak stałam w ciszy i patrzyłam na innych ludzi. Nagle za plecami, nieco z oddali usłyszałam czyjś głos.
- Carrie!
Odwróciłam się. Zakryłam usta dłońmi z niedowierzaniem. Zanim uświadomiłam sobie kto stoi jakieś 10 metrów ode mnie, minęła chwila. Zaczęłam powoli biec w stronę osoby. Kiedy byliśmy już obok siebie, objęłam chłopaka dłońmi wokół karku. On złapał mnie w talii, delikatnie uniósł mnie w górę i okręcił. Wtuliłam się w niego.
- Ross, gdzie byłeś? Tak się martwiłam!
Po policzku spłynęła mi łza. Blondyn otarł ją dłonią.
- Tak bardzo chciałem cię zobaczyć. I o coś poprosić...
Spojrzałam na Ross'a pytająco.
- Tak?
- Pojedź ze mną. Ucieknijmy stąd. Będzie dobrze. 
Pokiwałam głową na boki.
- To nie jest dobry pomysł. Mam rodzinę, przyjaciół i... 
Przerwałam. Nie chciałam mówić mu i Cameron'ie.
- I? - Ross spojrzał na mnie
- Jestem tu szczęśliwa. Nie chcę uciekać.
Blondyn się cofnął i robił małe kroki w tył. Odwrócił się.
- Ross! Nie idź! Zostań! Nie zostawiaj mnie tu samej, słyszysz?! Wróć do domu, wszystko będzie...
Nie skończyłam. Usta Ross'a spoczęły na moich. Zaczął mnie delikatnie całować. A ja mu się dałam! Głupia ja mu się dałam! Od nadmiaru emocji zaczęło kręcić mi się w głowie. Nagle usłyszałam głos Leny.
- Carrie, my już idziemy... Carrie!
Dziewczyna spojrzała na mnie zamurowana. Zakryłam usta dłonią.
- Ja też już idę... Pa Ross!

Lena pociągnęła mnie za rękę. 
- Czy ty oszalałaś? Co z Cameron'em? Pół roku wszystko było dobrze, a teraz znowu masz problemy uczuciowe? Ross ci miesza w głowie, serio jesteś aż tak ślepa, że tego nie widzisz?!
Zacisnęłam pięści. Podeszła do nas Mell.
- Co jest?
Lena wszystko jej wyćwierkała. Spojrzałam ze zdenerwowaniem na przyjaciółkę.
- Jeśli Cam się dowie, będziecie mieć problemy. Obie!
Dziewczyny spojrzały na siebie ze zdziwieniem.
- Żal mi cię Carrie. Nawet nie wiem, jak mogłaś to powiedzieć... My idziemy. Ty rób co chcesz. - powiedziała Mell.
Poszły. Stałam w miejscy i patrzyłam przed siebie. Usłyszałam głos Ross'a.
- Myślałem, ze idziesz z nimi.
Spojrzałam na blondyna z drwiną.
- Nie wróciłeś tu, bo ci mnie brakowało, prawda?
Chłopak podniósł brew.
- Zależy.
- Przyzwyczaiłam się żyć bez ciebie i tak było mi lepiej... Nie chcę, byś był częścią mojego życia. Zostaw mnie. Tak będzie mi dobrze.

Wyciągnęłam telefon. Rozładowany. Super! Jak mam zadzwonić do Riker'a by po mnie przyjechał?! Spojrzałam na Ross'a.
- Daj mi telefon!
- Po co?
- Muszę zadzwonić do twojego brata.
- Nie z mojego telefonu.
- Ross, ja muszę wrócić do domu!
Blondyn się uśmiechnął i wyciągnął z kieszeni kluczyki. Przerzuciłam oczami.
- To ostatni raz, kiedy wsiadam do twojego auta.
- Pewnie tak... - zaśmiał się
Uśmiechnęłam się. Chłopak splótł nasze dłonie i razem poszliśmy w stronę jego samochodu.

_____________________________________________________

Jest rozdział yaaaaaay! Przepraszam, ze tak długo, ale szkoła daje w kość. Nad tym dosyć długo pracowałam i myślę, że wypadł nieźle haha. Mam dla was jednak smutną informację. Następne rozdziały nie będą szybko. Niestety ciężko mi się wyrobić. Poza tym założyłam nowego bloga, którego muszę prowadzić regularnie. Zapraszam was serdecznie na BURLESQUE :) Liczę, że moi czytelnicy docenią również nowe opowiadanie i będą komentować. Przepraszam was, ze tak zaniedbuje tego bloga, ale serio jest mi się ciężko wyrobić. Nie pytajcie kiedy nowy rozdział, bo wtedy się tylko stresuję i mam poczucie winy, że was tak zaniedbuje. Jak będzie nowy, powiadomię was na tt :) 

Dziękuję wszystkim, którzy są tu dla mnie i mojej twórczości ( jak to brzmi haha). To wiele dla mnie znaczy. ILYSM X

CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

Carrie xoxo

19.08.2014

16. "Got me on a bender, I'm a great pretender, puttin' on a masquerade. But when the party's over, alone and getting sober, yeah, you got me wild awake."


- POV Carrie -

W końcu nadeszła tak długo wyczekiwana środa! Teraz oficjalnie mam 17 lat! Chociaż ludzie nie udzielali mojego entuzjazmu. Jedynie parę osób z matematycznej złożyło mi życzenia. Po lekcjach Melly zaproponowała, byśmy pojechały na kawę. Byłam pewna, że może tam czeka mnie jakaś niespodzianka, ale spotkał mnie zawód. Zajęłyśmy stolik. Uśmiechnęłam się szeroko do przyjaciółki.
- Ty wiesz jaki mamy dzisiaj dzień?
Dziewczyna pokiwała głową.
- Środa. A co?
Zmarszczyłam brwi.
- Nie wierzę... Ty naprawdę zapomniałaś o moich...
- Urodzinach? - przerwała mi Mell
Pokiwałam głową. Ta kontynuowała.
- U ciebie w domu czeka mały prezencik ode mnie. Nie spodziewaj się niczego więcej. Masz 17 lat, jesteś za stara na balangi.
Zrobiłam skwaszoną minę. Mell się uśmiechnęła. Wstała i mnie przytuliła.
- Nie bierz tego do siebie. Po prostu wszyscy doszliśmy do wniosku, że impreza nie byłaby dobrym pomysłem. Straciłaś bardzo ważną osobę i... wiesz o co chodzi.
Pokiwałam głową.
- Dobrze zrobiliście. W ogóle nie mogłabym się skupić na zabawie.
Skłamałam. Owszem, ciągle nosiłam żałobę po mamie, ale powoli godziłam się z tym, co się stało. Poza tym małe przyjęcie mogłoby odciągnąć moją uwagę od tych złych myśli. No ale nie mogę nikogo o nic winić. Najważniejsze, że chociaż spędzam ten dzień z Mell.

Około 15 rozeszłyśmy się w swoje strony. Wróciłam do domu. Emma spojrzała na mnie.
- Wszystkiego najlepszego kochanie.
Podeszła do mnie i dała mi małą paczuszkę, w której było pudełeczko. Przytuliłam ją i pocałowałam w policzek.
- Kiedy obiad?
- Musisz trochę poczekać, bo jadę właśnie po Eliota a potem zrobię zakupy. Wujek wróci z pracy później, więc zjemy razem. Wytrzymasz?
Kiwnęłam porozumiewawczo głową.
- Ok, idę do siebie się trochę pouczyć. Dziękuję za prezent.

Weszłam do swojego pokoju i usidłam na łóżku. Wyciągnęłam pudełeczko. Otworzyłam je. W środku był śliczny pierścionek w kształcie kokardki z malutkimi cyrkoniami. Założyłam go na palec. Perfekcyjnie. Oparłam głowę o poduszkę. Nawet nie wiem, kiedy ogarnęło mnie zmęczenie i usnęłam.

Obudził mnie Eliot, który próbował wejść na moje wielkie łóżko. Podniosłam chłopca i posadziłam koło siebie. Zaczęliśmy się wygłupiać. Ten ciągnął mnie delikatnie za włosy, ja go łaskotałam po brzuchu. Po chwili do pokoju weszła Emma. Spojrzała na nas.
- Obiad gotowy. Chodźcie, bo wystygnie.
Ciocia wzięła synka na ręce i wyszła z pokoju. Zaścieliłam łóżko i przeczesałam włosy. Zeszłam na dół. Akurat zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzałam na Emmę.
- To Cameron. Zaprosiłam go na obiad.
Uśmiechnęłam się szeroko.
- Dziękuję. Idę otworzyć.
Podeszłam do drzwi wejściowych. Otworzyłam je.
- Hej Cam.
- Cześć.
Chłopak pocałował mnie w policzek.
Po chwili podszedł do mnie wujek.
- Carrie, chodź ze mną na chwilę do garażu, pomożesz mi przynieść jedną rzecz. Cameron, twoja pomoc też się przyda.
Wszystko byłoby normalnie, gdyby nie ich dziwne porozumiewawcze spojrzenia i dziwny ton wujka.

Wyszliśmy przed dom i zmierzaliśmy w stronę dużego garażu.Wujek otworzył drzwi. Weszłam z Cam'em do środka i zapaliłam światło.
- To wujku co mamy...
Nagle do moich uszu dotarło głośnie "NIESPODZIANKA!!!" Lena, Mell, Ellington, Lynch'owie, babcia oraz paru znajomych ze szkoły i z dawnej pracy podeszli do mnie i po kolei zaczęli składać życzenia. Wszyscy wręczyli mi prezenty. Cameron podszedł ostatni i słodko spojrzał mi w oczy.
- Wszystkiego najlepszego księżniczko.
Po czym mnie pocałował.

Poukładałam wszystkie paczki na stole specjalnie do tego przygotowanym. Po chwili do garażu weszła ciocia z tortem, na którym paliło się 17 światełek. Wszystko było idealnie. Prawie. Brakowało dwóch osób. Jednej z nich na pewno już nigdy nie zobaczę. Moje oczy podeszły łzami.
- Carrie... - Rydel objęła mnie ramieniem.
- Jest dobrze... Ja po prostu tęsknie za mamą.
Otarłam policzek i się uspokoiłam. Blondynka obróciła mnie w stronę tortu.
- Pomyśl życzenie.
Przymknęłam oczy. Chcę, by w moim życiu już na zawsze panował taki spokój, jaki jest teraz. Może dziwne życzenie, ale naprawdę więcej już nie zniosę tych negatywnych emocji. Nabrałam powietrza w płuca i zdmuchnęłam świeczki. Goście zaczęli bić brawo.

Później na małą, prowizoryczną scenę, którą zrobił wujek w garażu, weszli Lynch'owie i Ellington. Dali mały koncert. Resztę wieczoru gości rozkręcał Ryland. Bez owijania w bawełnę, trzeba przyznać, że najmłodszy z braci Lynch jest świetnym DJem. Widziałam jak Cameron rozmawia z Zayn'em. Po chwili chłopak podszedł do mnie i zaproponował mi, byśmy się przeszli. Kiedy opuszczaliśmy garaż, spotkała mnie jedna z najlepszych niespodzianek, jakich nawet się nie spodziewałam.
- Coooo?!
Podbiegłam do czarnego kabrioleta stojącego przed domem, do którego przyczepiona była wielka złota kokarda. Wsiadłam do samochodu, Cam zajął miejsce obok.
- Jejku, to naprawdę moje auto?
Brunet się uśmiechnął. Podał mi kluczyki.
- To dokąd jedziemy pani kapitan?
- Rundka wokół osiedla.

Około 22 goście zaczęli się zbierać. Kiedy dom opustoszał pomogłam cioci posprzątać. Później poszłam na górę. Prezenty już czekały w moim pokoju. Usiadłam na łóżku. Byłam bardzo zadowolona z upominków. Dostałam dużo biżuterii i perfum. Od Cam'a dostałam wielkiego szarego misia z czerwonym serduszkiem w łapkach, na którym był napisany wierszyk. Do tego wielką bombonierę. Odłożyłam pudła na podłogę i poszłam do łazienki się umyć. Włożyłam na siebie piżamę. Spakowałam zeszyty do torby i wróciłam do łóżka. Już chciałam gasić lampkę, ale coś mi się przypomniało. Otworzyłam szufladę i wyjęłam z niej grubą kopertę. W środku była karteczka z pismem Ross'a.

"Wszytskiego najlepszego!

Mam nadzieję, że Twoje marzenia się spełnią i będziesz szczęśliwa. Życzę Ci zdrowia, wspaniałych i prawdziwych przyjaciół, miłości... By spotykało Cię jak najwięcej miłych rzeczy, bo i tak już dużo przeszłaś. Za dużo...

Nie mów nikomu, że zostawiłem Ci ten list i byłem ostatnio w LA. Chcę mieć spokój od wszystkiego, co się tu wydarzyło. Nie wiem, co będę robił, ale muszę się przyzwyczaić. Nie szukajcie mnie, bo i tak nie znajdziecie, a możecie wpakować się w kłopoty. Mam do Ciebie tylko jedną prośbę. Pomóż mi udowodnić innym, że nie jestem ojcem dziecka Katie. Porozmawiaj z Natalie o Benjamin'ie. Ona wie, o kogo chodzi. Jak wszystko dobrze rozegrasz, Nat powie Ci całą prawdę i będziesz miała niezbity dowód. Potem po prostu powiedz innym prawdę. Nie bój się o konsekwencje, ewentualnie powołaj się na mnie. 

Jeśli chodzi o nas... zapomnij, że to miało miejsce. Nie chcę mieszać Ci więcej w głowie i bądź pewna, że już nigdy nie wrócę. Obiecuję. Nie musisz się o nic bać. Zasługujesz na kogoś lepszego, ponieważ jesteś wyjątkowa. Muszę Ci coś jednak jeszcze wyjaśnić. Nigdy nie byłaś dla mnie jak inne dziewczyny. Kiedy mówiłem, że zadbam o to, byś była bezpieczna i że nigdy Cię nie zranię, mówiłem prawdę.

Ross                                                  

P.S. Kocham Cię."

Patrzyłam tępo na dwa ostatnie słowa. Zaczęłam żałować wszystkiego. Gdybym od razu dała Ross'owi szansę, nie popełniłby tylu błędów i nie musiałby uciekać. Najgorsze było to, że nie mogłam o nim zapomnieć. Ciągle czułam smak jego ust, jego dotyk. Kocham go. I uświadomiłam sobie to teraz, gdy go straciłam. Jeśli ma problemy? Jeśli sobie nie radzi? Gdybym tylko wiedziała, gdzie on teraz jest... Rzuciłabym to wszystko i do niego pojechała. Czy to jest prawdziwa miłość? 

Chciałam schować liścik do koperty. Wtedy zauważyłam, że w środku coś jest. Wyciągnęłam z niej łańcuszek z podłużnym gwizdkiem, który nosił Ross. Zamknęłam wisiorek w dłoni i się delikatnie uśmiechnęłam. 
- Dziękuję - wyszeptałam.
Założyłam łańcuszek na szyję. Zgasiłam lampkę i oddałam się w objęcia Morfeusza. 

13.08.2014

15. "Maybe you'll always be the one I'm missing, All I've got left are the words that you said..."


- POV Carrie -

Przez resztę tygodnia Ross ani razu nie pokazał się w szkole. Do domu też nie wrócił. Wszystko wskazywało na to, że nie zamierza wracać. Jednak dzięki Cameron'owi potrafiłam się uspokoić i zapomnieć. W sobotę wstałam wcześnie, ponieważ z Cam'em miałam pojechać do Wesołego Miasteczka. Chłopak czekał już pod moim domem w samochodzie.

Zanim dotarliśmy na miejsce, pojechaliśmy na kawę. Zajęliśmy stolik. Cam położył przede mną mapkę i sugerował, gdzie możemy pójść najpierw podczas wycieczki. Tępo patrzyłam na trasę, którą wskazywał palcem.
-Carrie, wszystko dobrze?
Potrząsnęłam głową.
-Umm... Co? Mówiłeś coś?
Brunet się uśmiechnął.
- Nie chcesz chyba jechać, co?
Przewróciłam oczami.
- Chcę, ale nie będę mogła się dobrze bawić. Może kiedy indziej...
Chłopak pokiwał głową.
- To może spacer?
Uśmiechnęłam się.
- Idealnie.

Poszliśmy na Venice Beach. Przysiedliśmy na plaży.
- Cam, ostatnio powiedziałeś mi coś, co zawsze chciałam usłyszeć i poczułam się... wyjątkowo. Myślisz, że byłbyś w stanie mnie uszczęśliwić.
Cameron spojrzał mi głęboko w oczy.
- A chciałabyś?
- Bardzo.
Chłopak złapał mnie za rękę.
- I chciałabyś spróbować? Dać mi szansę?
Pokiwałam głową.
- Do tej pory było wspaniale, a wiem, że może być jeszcze lepiej. Ty nigdy mnie nie zawiodłeś.
- Więc... Carrie Benson, czy chciałabyś być moją dziewczyną?
Zaśmiałam się.
- Tak.
Przybliżyłam sie do bruneta i go pocałowałam. Uśmiechnęliśmy się do siebie. Spojrzałam Cam'owi w oczy. Dokonałam dobrego wyboru. Byłam pewna swoich uczuć, ponieważ on, w przeciwieństwie do Ross'a nie grał na nich. Nie naciskał na mnie, kiedy podczas naszej pierwszej randki zdecydowałam, że wolę Ross'a. Ale ten odszedł, a Cameron ciągle tu jest.

Wtedy zadzwonił mój telefon. Mell. Odebrałam.
- Hej Carrie! Pasuje ci się dzisiaj spotkać w sprawie projektu? W przyszłym tygodniu Lena nie może i będzie problem.
Zerknęłam na Cameron'a.
- No dobrze...
- Przyjedź do mnie za jakieś 1.5 godziny. Lena też za niedługo będzie.

Skończyłyśmy rozmowę. Cam spojrzał na mnie.
- Musisz iść?
-Tak, mógłbyś może zawieźć mnie do Mell?
- Nie ma problemu.

Po około 30 minutach byłam u przyjaciółki. Poszłyśmy do jej pokoju. Lena szukała w internecie informacji. Usiadłam w fotelu. Zapanowała niezręczna cisza. Wertowałam kartki w podręczniku od geografii. Mell i Lena dyskutowały ze sobą na gesty. Podniosłam głowę.
- O co chodzi?
- Lena widziała dzisiaj Ross'a.
Delikatnie zmarszczyłam brwi i przechyliłam głowę.
- Gdzie był? Co robił?
Ruda uśmiechnęła się do Leny. Ta zabrała głos.
- Widziałam tylko jego samochód przejeżdżający niedaleko domu twojej babci.
- Jesteś pewna, że to był jego?
Dziewczyna pokiwała głową.
- W takim razie przepraszam, ale muszę iść. Sama skończę projekt.
- Tylko nie rób niczego, czego potem możesz żałować! - ostrzegła mnie Mell.
Uśmiechnęłam się.
- Mogę pożyczyć twój samochód, proszę? - zrobiłam maślane oczy.
- Dobrze, ale uważaj.
Mell rzuciła mi kluzczyki.

Wsiadłam do auta. Wyciągnęłam telefon z torby. Zadzwoniłam do Rydel. Dowiedziałam się od niej, że Ross nie wrócił do domu. Nie powiedziałam jej o tym co wiem od Leny. Póki sama nie sprawdzę o co chodzi, nikt się nie dowie. Postanowiłam, że pojadę nad staw. Dojechałam na miejsce. Zaparkowałam auto Mell przy głównej ulicy. Potem przez kilka minut szłam w stronę stawu.

Stanęłam na pomoście i zaczęłam się rozglądać. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię.
- Ross - wyszeptałam.
Odwróciłam się i zamarłam. To był Nash. Chłopak przechylił głowę.
- Ross cię szukał, ale nie znalazł. Wyjechał. Już nie wróci.
Spuściłam wzrok.
- Wiesz co ode mnie chciał?
Brunet się uśmiechnął.
- Nie mogę powiedzieć. A wiesz co jest jeszcze pewne?
Spojrzałam na chłopaka. Pokiwałam przecząco głową.
- Teraz Ross już cię nie obroni...

Poczułam na policzku rękę Nash'a powoli sunącą w dół. Zrobiłam krok do tyłu. Zachwiałam się i po chwili wpadłam do wody. Brunet zaczął się śmiać.
- Biedactwo...
Złapałam dłońmi pomost. Próbowałam się podciągnąć, ale Nash przydepnął moje palce. Znowu zanurzyłam się w wodzie. Chłopak się schylił i złapał mnie za nadgarstki. Wyciągnął mnie z wody używając całej swojej siły. Położyłam się na pomoście i złapałam za brzuch, którym bardzo mocno uderzyłam w belki. Nash przykucnął obok mnie.
- Albo dasz mi dokończyć to, co planowałem, kiedy wsiadłaś do mojego auta, albo jeszcze dzisiaj pożegnasz się z życiem.
Usiadłam i spojrzałam na "brata". Pokiwałam głową na boki.
- Nie rozumiem cię. Przecież nic ci nie zrobiłam,a ty nasyłasz na mnie ojca, by mnie zabił! Czemu winisz mnie za coś, na co nie miałam wpływu?! To wina ojca, nie moja!
Chłopak spojrzał na mnie ze zdenerwowaniem.
- Myślisz, że to łatwe? Wcięłaś się z dnia na dzień do naszej rodziny! Zepsułaś to, na czym mi zależało! Odebrałaś mi ojca!
- Uh... Wypchaj się nim! To on pojawił się nagle w moim życiu, nie na odwrót. Gdybym mogła, zrobiłabym coś, by nigdy was nie poznać. Nie chcę mieć z wami nic wspólnego! Mam rodzinę... -westchnęłam - Którą wy mi zepsuliście...
Nash spojrzał na mnie zmieszany
- Ja nie wiedziałem... Myślałem, że chcesz...
Wstałam.
- Nie ważne, okay?!
Po policzku spłynęła mi łza. Szybko ją otarłam.
- Przepraszam - brunet spuścił wzrok
Zaśmiałam się ironicznie
- Po tym wszystkim?! Nie wierzę, by dręczyło cię sumienie. Trzymaj się z dala od mojej rodziny! Chcę byście zniknęli z mojego życia!
Nash pokiwał głową. Wyciągnął z kieszeni kopertę.
- Ross chciał ci to dać w ramach urodzin.
Wzięłam list do ręki. Brunet spuścił wzrok. Delikatnie się uśmiechnęłam. Podniosłam torbę i odeszłam.

25.07.2014

WAŻNA NOTKA

Dziwnie mi z faktem,  że to piszę, ale w pewnym stopniu mnie do tego zmusiliście.
Tego bloga pisze przede wszystkim dla was. Chcę się dzielić z wami moją wyobraźnią i tym co czuję właśnie poprzez historię Carrie i Ross'a. Bardzo cenię sobie wasze opinie, pozytywne jaki i te negatywne, bo toleruję opinie wszystkich. Lubię czytać miłe komentarze i wywołują one uśmiech na mojej twarzy. Lubię wiedzieć, co sądzicie o moich wypocinach. Ale od czasu, gdy założyłam bloga, spodziewałam się, że osiągnie on większy sukces, ponieważ, według mnie, jest on dosyć oryginalny. Nie będę ukrywać, że marzyłam o dużych ilościach komentarzy pod jednym postem, o tym, że licznik odwiedzin będzie szybko wzrastał i o dużej ilości obserwatorów. Ale to ciągle tylko marzenia.
Zawsze kiedy dodaję nowy rozdział, powiadamiam około 200 osób o nim. Ale liczba komentarzy to z reguły od 20 do 25. Tylko raz zdarzyło się, że było ich 36. Owszem, to jest coś, ale czym jest 200 do 20? Przez to nie czuję się zobowiązana do dodawania nowych rozdziałów. Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę tu fejmić czy coś, po prostu chcę zobaczyć, że naprawdę mam dla kogo to pisać.
Pod poprzednim rozdziałem jest jakoś 11 komentarzy. Jak to się ma w stosunku do tych 20-paru? Było mi smutno, gdy zobaczyłam, że coraz mniej ludzi czyta to ff. Kilka osób pisało do mnie, bym się nie przejmowała, bo mam tu prawdziwych fanów, którzy będą tu zawsze.
Może mają rację, ale ja spodziewam się czegoś więcej.
Może parę osób, które to właśnie czytają, uważają, że ze mną jest coś nie tak i nie powinnam tego pisać, ale taka właśnie jestem. Gdy mi się coś nie podoba, po prostu daję to innym do zrozumienia. Może kilka osób stwierdzi, że nie jestem warta, by nabijać mi licznik i komentować. Szczerze? Róbcie co chcecie.
Coraz częściej myślę o zawieszeniu bloga, po prostu brakuje mi motywacji.
Jeśli chodzi o te komentarze. Cenię sobie, że w ogóle są, ale o wiele lepiej czyta się te bardziej rozwinięte, z jakimiś cytatami z rozdziału etc. Kiedy widzę napis "fajne", "czekam nn" odnoszę wrażenie, że w ogóle nie czytacie moich wypocin. Czasem mam wrażenie, że w ogóle nie czytacie notek pod rozdziałami. Nieraz prosiłam was o zostawianie swoich userów w informowani (KLIK) a mam tam zaledwie 18 osób. I połowę tych osób musiałam prosić na tt, by zostawiły tam swój user. Gdybym informowała tylko te 18 osób, czy ten blog miałby w ogóle jakąś przyszłość? Czy w ogóle by jeszcze istniał?
Tą samą sytuację mam na moim drugim blogu (KLIK), dlatego nie dodałam jeszcze pierwszego rozdziału.

Przepraszam, że to napisałam. Nie chciałam nikogo urazić. Ten blog jest dla mnie bardzo ważny i zależy mi na jego rozgłosie. Jeśli wam się podoba, czytacie, komentujecie, pytacie mnie na twitterze o opowiadanie i polecacie bloga innym, robi mi się ciepło na serduszku i chce byście wiedzieli, że bardzo, bardzo was kocham.
Jeszcze raz przepraszam.

Carrie xoxo

JEŚLI POKAŻECIE MI SWOJE ZAINTERESOWANIE BLOGIEM, OBIECUJĘ, ŻE GO NIE ZAWIESZĘ. JEŚLI BĘDZIE INACZEJ, BĘDĘ ZMUSZONA TO ZROBIĆ.
PRZYSZŁY TYDZIEŃ DECYDUJE O PRZYSZŁOŚCI BLOGA.

22.07.2014

14. "But you always be my hero, even you have lost your mind"


-          POV Carrie –


   Szłam korytarzem szkolnym. Moja twarz nie wyrażała żadnych emocji. Spoglądałam na innych uczniów i ich współczujące twarze. Nie chciałam tego. Chciałam chociaż w szkole czuć się tak, jakby wszystko było normalnie. Podeszłam do mojej szafki. Lena już tam na mnie czekała.
-Hej Carrie. Gotowa na lekcje?
Pokiwałam głową z uśmiechem.
-Szczerze, to brakowało mi troszeczkę szkoły.
 Zadzwonił dzwonek. Chemia.

Poszłam z Leną do Sali i zajęłyśmy miejsca. Nauczyciel napisał coś na tablicy. Patrzyłam na Katie, która siedziała przede mną. Nie zachowywała się jak zawsze. Przestała gwiazdorzyć. Właściwie była jak zwykła dziewczyna. Nagle otworzyły się drzwi od klasy. Do sali wszedł spóźniony Ross. Zamurowało mnie, gdy go zobaczyłam. Potwornie schudł, jego oczy straciły blask, roztargane włosy. Blondyn nie usiadł obok Kat, tak jak było do tej pory. Poszedł na tył klasy. Tylko tydzień nie było mnie w szkole i wszystko jest jak nowe. Kiedy zadzwonił dzwonek, Mell szybko do mnie podbiegła i mnie przytuliła.
-Cześć, co tam?
Powoli opuszczałyśmy klasę.
-Nie jest źle. A u ciebie?
Wtedy poczułam dłoń Ross’a na moim ramieniu.
-Możemy porozmawiać?
Spojrzałam na dziewczyny. Mell zerknęła na Lenę i wzruszyła ramieniem.
-Ok, ale po szkole koniecznie musimy pogadać.
Uśmiechnęłam się.
-Dzięki.

Wyszłam z chłopakiem przed szkołę.
-Ross, co się stało? - spojrzałam na niego z obawą.
-Nic takiego. Chciałem z tobą porozmawiać o tym, co postanowiłaś w naszej sprawie.
-Nie wiem. Przepraszam, ale nie to miałam w głowie. Ale myślę, że możemy spróbować. Ross się uśmiechnął i mnie przytulił.
-Nie pożałujesz.- dał mi buziaka w policzek.
-Dobrze, ale mam warunki.
Już miałam mówić, ale przerwała mi Katie.
-Widzę, że szybko się zadowoliłeś.- pojrzała na Ross’a. Ten spuścił głowę.
-To nie jest tak jak myślisz. Z resztą, to co jest miedzy mną a Ross’em nie powinno cię interesować.- odpowiedziałam blondynce.
Ta się ironicznie uśmiechnęła i pokiwała głową na boki.
-Zakładam, że Rossy nie powiedział ci jednej ważnej rzeczy.
Spojrzałam na chłopaka.
-Ross?
 Ten niepewnie spojrzał mi w oczy. Kat złapała ramię blondyna.
-Carrie, otóż Rossy chciał ci powiedzieć, że nie może być z tobą, ponieważ będziemy mieli dziecko.
Zaczęłam się śmiać. Dziewczyna podniosła brew i spojrzała na mnie pytająco.
-Jesteś niemożliwa Kat! Teraz będziesz się na mnie mścić? Super pomysł na życie.- powiedziałam.
Ross pokiwał przecząco głową.
-Carrie, ona mówi prawdę.
 Spoważniałam.
-Ale ja jestem pewien, że to nie jest moje dziecko.- kontynuował.
Kat zaczęła się kłócić z chłopakiem, o to, kto rzeczywiście jest ojcem. Patrzyłam na nich jak skamieniała słuchając argumentów, po chwili Katie odeszła wkurzona. Ciągle patrzyłam na blondyna. Nie wiedziałam, co myśleć. Wiedziałam, że może do tego dojść, ale to był jeden z najczarniejszych scenariuszy, jaki mogłam sobie wymyślić. Niestety się ziścił. Ross złapał mnie za dłoń. Spojrzałam mu smutno w oczy. Pokiwałam głową na boki.
-Czy zawsze musisz mnie zawodzić?
-Przepraszam, ja nie umiem tego wyjaśnić, to był…
Zasłoniłam mu usta dłonią.
-Nie chcę wyjaśnień. Chcę, byś jej pomógł.
 Ross zmarszczył brwi.
-Czemu niby?
-Bo wiem, że nie będzie jej łatwo. Mój ojciec zastawił moją mamę w takiej sytuacji i teraz…- nie dokończyłam.- Po prostu zrób to, co ci mówię.

Weszłam do budynku. Poszłam do toalety. Odetchnęłam.
-Cholera jasna.- wyszeptałam.
W lustrze zobaczyłam stojącą za mną Katie.
-Pomyśl, jak się z tym czuję.
Odwróciłam się do niej.
-Ty tak naprawdę? Serio wpadłaś? Co twoi rodzice na to?
 Blondynka parsknęła śmiechem.
-Jakoś nie czuję potrzeby zwierzania ci się. Ale jedno mogę ci powiedzieć. Dni Ross’a w tej szkole są policzone.


- POV Ross’a –

Leżałem na leżaku przy basenie. Podszedł do mnie Mark.
-Ross, musimy pogadać. Teraz!
Spojrzałem na ojca.
-Nie chcę tam wchodzić!
Ten pokiwał głową na boki.
-Do domu! Już!
Wszedłem za nim do środka. Stormie stała obok matki Katie. Na sofie usiedli Riker, Rocky, Rydel i Ryland. Po raz pierwszy od jakiegoś czasu poczułam żal, że ich tak wszystkich olałem. Mark odprowadził panią Grey do drzwi. Po chwili wrócił. Mama spojrzała na mnie.
-Mamy ultimatum. Albo do nas wrócisz i dasz sobie pomóc, albo zostawimy cię z tym wszystkim samego.
Ojciec położył dłoń na moim ramieniu.
-Ryland to najmłodszy członek rodziny. Powinieneś dawać mu przykład.
Spojrzałem na rodzeństwo. Mama usiadła pomiędzy Rockym a Rydel.
-To jak? Będzie jak kiedyś?- spytała Stormie.
Zaśmiałem się.
-Jesteście naiwni. Wmawiacie sobie i mi, że mam problemy a to nieprawda! A Kat nie jest w ciąży ze mną! Ona sama pewnie nie wie czyje to dziecko. Dziwkarskie dziewczyny tak mają!
-Ross! Mówisz o córce dyrektora!- wkurzył się Mark.
-To nie znaczy, że jest idealną kujonką! Nie będę kłamać na jej temat!
Riker spojrzał na Stormie.
-Mam dość mieszkania pod jednym dachem z tym kryminalistą!
-Nie przesadzajmy. Ross nie jest kryminalistą.- zaprzeczyła mama.
Riker wstał.
-To się zdziwicie. A pamiętacie Jennifer? Byłą dziewczynę Ross’a? Tą, która rzekomo wyjechała do Nowego Jorku. Dalej braciszku. Powiedz, co naprawdę się stało. Ja mam dość krycia ciebie i tego twojego kolegi!
Mark spojrzał na mnie znacząco.
-Ross?!
Spuściłem wzrok. Tylko Riker i Rydel w tej rodzinie wiedzieli, co się wydarzyło. Rydel stanęła obok starszego brata.
-Riker, skończ! Powiedział ci to, bo ci zaufał. Czy fakt, że go teraz zdradzisz, da ci satysfakcję?
-Nie wiem, ale nie zamierzam okłamywać rodziny. Ross zdradził nas niejeden raz. Czas się odpłacić.- blondyn spojrzał na rodziców- Ross zabił Jennifer i chłopaka, z którym go zdradziła.
Delly pokiwała głową na boki i poszła do swojego pokoju. Rocky i Ryland siedzieli zszokowani na sofie. Mama była wystraszona. Tata wyglądał, jakby sam miał mnie zaraz zabić.
-Ross, masz nam to wyjaśnić!
Stałem i patrzyłem wkurzony na starszego brata. Ten spuścił wzrok i poszedł do siostry. Mark wstał.
-ROSS!
Spojrzałem na niego, potem na resztę.
-Przepraszam, że was zawiodłem. Fajnie było być częścią waszej rodziny.
Wyszedłem szybko z domu i wsiadłem do auta.


- POV Carrie –

Zadzwoniła do mnie Rydel i opowiedziała, co się stało. Starałam się ją jakoś pocieszyć, ale sama byłam oszołomiona, że ta idealna rodzina właśnie się rozpadła. To niemożliwe, by wszystko się zepsuło. Do pokoju weszła ciocia.
-Carrie, mogłabyś może wynieść śmieci?
Pokiwałam głową.

Po zakończonej rozmowie z Delly, wzięłam worek ze śmieciami i wyszłam przed dom. Wrzuciłam śmieci do kubła. Zerknęłam w lewo. Po drugiej stronie ulicy zobaczyłam Cameron’a. Podeszłam do niego. Chłopak był zaskoczony, gdy mnie ujrzał.
-Carrie? Nie wiedziałem, że gdzieś tutaj mieszkasz.
Uśmiechnęłam się.
-Niedawno przeprowadziłam się od babci. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię widzę.
Przytuliłam bruneta.
-Ja też. Fajnie się złożyło, mieszkamy na tej samej ulicy.
Pokiwałam głową.
-Może się przejdziemy? Mam ci dużo do powiedzenia.
Chłopak się szeroko uśmiechnął.
-Jasne.- złapał mnie pod ramię.
Resztę wieczory spacerowaliśmy po ulicach osiedla.
-A jak między tobą i Ross’em?
-Nie wszystko potoczyło się tak jak miało. A ty znalazłeś sobie kogoś?
Cam pokiwał przecząco głową.
-Ciągle podoba mi się pewna brunetka o brązowych oczach, która wydaje się być bardzo nieszczęśliwa.
Przystanęliśmy. Spojrzałam na chłopaka.
-Ty tak serio?
Ten się uśmiechnął.
-Jesteś wyjątkowa, nie mogę przestać o tobie myśleć.
Spuściłam wzrok i odwzajemniłam uśmiech. Przytuliłam chłopaka.
-Może pójdziemy do mnie obejrzeć jakiś film?- zaproponował
Pokiwałam głową.
-Tylko dam cioci znać, by się nie martwiła.


Od czasu śmierci mamy ani razu nie czułam się lepiej niż po spotkaniu z Cam’em. Zapomniałam o Rossie i Kat. Przestałam martwić się o Rydel i zapomniałam na chwilę o stracie bliskiej osoby. Po filmie urządziliśmy sobie małe karaoke. Cameron odprowadził mnie do domu prawie o północy.

______________________________________________________________________

Mam nadzieję,  że rozdział wam się spodobał. 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

Carrie xoxo

18.07.2014

13. "It’s begun. The feelin that the end has come."


-          POV Carrie –

Minął tydzień od pogrzebu. Siedziałam na łóżku w swoim pokoju i składałam ubrania do walizki. Do pokoju weszła babcia. Położyła przede mną kopertę.
-To było w pokoju mamy. Miałaś to dostać na urodziny, ale…
 Pokiwałam głową. Niezbyt potrafiłyśmy rozmawiać o śmierci mamy. W sumie od czasu, gdy jej nie ma, śmierć stała się tematem tabu. Wzięłam kopertę do ręki. Wyciągnęłam z niej sporą garść zielonych banknotów. Przeliczyłam pieniądze.
-Babciu, tu jest jakieś 10 000 dolców.
 Ta się uśmiechnęła.
-Są do twojej dyspozycji. Mama zbierała te pieniądze odkąd dowiedziała się o ciąży.
Położyłam kopertę na szafce nocnej.
-Nie mogę uwierzyć, że to się skończyło… I sposób w jaki to się stało…
 Babcia mnie przytuliła. Chwilę tak siedziałyśmy. Wtedy ktoś zadzwonił do drzwi.
-Otworzę. A ty się pakuj. Wujek przyjedzie po ciebie wieczorem, a jutro zabierzecie resztę rzeczy.
 Babcia opuściła pokój. Kontynuowałam składanie ciuchów. Dzisiaj miałam przeprowadzić się do mojej cioci- Emmy. Mieszka na obrzeżach Los Angeles.

Po chwili do pokoju weszła Rydel. Usiadła obok mnie i pomogła mi pakować rzeczy.
-Dawno się nie widziałyśmy - blondynka spojrzała na mnie - Jak się czujesz?
Uśmiechnęłam się.
-Jest lepiej, ale ta pustka…
 Dziewczyna objęła mnie ramieniem.
-Współczuje ci… A jak znosisz przeprowadzkę?
-Nawet się cieszę. Babcia będzie miała spokój, ciocia i wujek są super, a ich 5-letni synek Eliot jest uroczy.
 Rydel pokiwała głową. Wyraźnie było widać, że się smuci.
-Delly, co jest?
-Chodzi o Ross’a… Nie pamiętam, kiedy ostatni raz był w domu. Chyba wtedy z tobą. Znowu jest, jak było. Myślałam, że jeśli uda ci się z nim porozmawiać, to będzie dobrze.
-Rydel, ja nic nie mogę na to poradzić… Z początku czułam, że dam radę, ale teraz… Przepraszam.
 Blondynka spuściła wzrok.
-Zrobił ci coś złego?
Pokiwałam przecząco głową.
-Nie… Ale ja nie mam wpływu na jego wahania nastroju… On sam chyba nie ma na nie wpływu.
 Delly zmarszczyła czoło.
-Sugerujesz, że Ross jest chory?
-Nie wiem… Ale ja nie umiem pomóc. Przepraszam.
Dziewczyna pokiwała głową na boki.
-Nie, to ja przepraszam. Zbyt dużo od ciebie wymagam. Ale uwierz, jesteś dla mnie jak członek rodziny, dla Ross’a też. - Delly wstała - Nie będę się mieszać między was. Sama wiesz, co dla ciebie lepsze.
Uśmiechnęłam się.
-Pogadam z nim, ale nic nie obiecuję. Poza tym Ross jest dla mnie tylko przyjacielem.
Pytanie, kim ja naprawdę jestem dla niego. Bardzo go lubię, ale nie wiem, czy mogłabym z nim być po tym wszystkim, niby mnie uratował, ale los chciał inaczej. I tak to wszystko już zaszło za daleko, ale chyba nie żałuję…

Zapięłam ostatnią walizkę i zeszłam na dół. Wujek już na mnie czekał. Przytuliłam Delly i się pożegnałyśmy. Potem z babcią. Wsiadłam do samochodu.

***
-Carrie! Chodź. Przygotowałam kolację. - Przywitała mnie ciocia.
Zaprowadziła mnie do jadalni. Usiadłam na krześle. Mój nowy dom był 4 razy większy od poprzedniego. Do tego był bardzo jasny i przestrony, panował minimalizm. Ciocia i wujek mają bardzo dużo pieniędzy. Wujek- Zayn, jest architektem, ciocia ma swój własny salon urody. Reszta rodziny zajęła miejsca przy stole.

Później Emma zaprowadziła mnie do mojego nowego pokoju. Wujek przyniósł dwie ostatnie walizki.
-Jeśli będziesz chciała coś zmienić, powiedz.
 Po chwili zostałam sama. Wszystkie ściany były białe, tak samo jak wielkie kafle na podłodze. Do tego meble w białym kolorze. Fotel, pościel i zasłony były w czerwonym kolorze, dzięki temu pokój wydawał się żywszy. Otworzyłam drzwi po drugiej stronie pokoju. Moja prywatna łazienka! Wróciłam do pokoju. Znajdowało się w nim ogromne lustro wbudowane w ścianę. Podeszłam do niego i przesunęłam je w prawo. Garderoba! Uzupełniona ciuchami i butami. Wszystko było przygotowane jak na narodziny dziecka. Czułam się jak księżniczka. Podeszłam do okna. Odsłoniłam zasłony. Cholera! Widok był cudowny. Ocean, plaża, a w oddali wzgórza Hollywood. Z dnia na dzień stałam się bogata!

Zaczęłam się rozpakowywać. Było późno, gdy skończyłam. Umyłam się. Później położyłam się na łóżku. Wyciągnęłam z torebki list od mamy. Zaczęłam czytać karteczkę, która była w kopercie oprócz pieniędzy.”

„Kochana Carrie!
Zbierałam te pieniądze, odkąd dowiedziałam się o Tobie. Teraz możesz zrobić z nimi cokolwiek zechcesz. Mam nadzieję, że będziesz dobrze nimi gospodarować. Jesteś największym skarbem, jaki kiedykolwiek miałam. W moim życiu był trudny okres, za co dosyć gorzko zapłaciłyśmy my obie. Gdyby nie rodzina, nie udałoby się. Ale mamy siebie. Zawsze będę Cię wspierać i pomagać. Mam nadzieję, że nigdy nie popełnisz tych samych błędów, co ja. Że będziesz szczęśliwa i będziesz dokonywać właściwych wyborów. Nigdy nie poddawaj się, gdy coś sobie postanowisz. Pozostań silna. Życie nauczy Cię wielu rzeczy. Niektóre doświadczenia będą przykre, niektóre dadzą ci szczęście, ale powinnaś wiedzieć, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Nigdy się nie zmieniaj i rób to, na co masz ochotę. Bądź dobra dla innych, wtedy ludzie odpłacą Ci tym samym. Bo pewnego dnia zabraknie i mnie, i babci, a Ty będziesz musiała żyć dalej.

Życie ciągle zatacza swój krąg. Rodzimy się. Żyjemy, jakbyśmy byli nieśmiertelni i umieramy, jakbyśmy nigdy nie żyli. Jeśli jednak czegoś bardzo chcesz i głęboko uwierzysz, że Ci się uda, tak będzie. Pamiętaj, że marzenia nie spełniają się same. To Ty musisz je spełniać.

Z okazji Twoich 17 urodzin życzę ci zdrowia, szczęścia, wytrwałości i wiary w siebie.
Kocham Cię.

                                                                          Mama”

Zaczęłam płakać. Minęło tyle dni, odkąd jej nie ma i dopiero teraz czuję, jak bardzo mi jej brakuje. Zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie dzień moich urodzin i to jak mama daje mi kopertę. Jak ją przytulam, dziękuję jej.

Do pokoju weszła ciocia.
-Carrie, co się dzieje? Twój płacz słychać aż na dole.
Pokazałam jej liścik od mamy.
-O już. Dobrze skarbie. – objęła mnie- Shhh…
Wtuliłam twarz w jej ramię.
-Ciociu, tak bardzo się boję.